Psychoanaliza od momentu swego powstania wpłynęła znacząco na całą humanistykę. Również na mitoznawstwo. Pisał o tym Eliade, też Mieletinski. Jednak ocena tego wpływu nie jest jednoznaczna. Aby jednak w ogóle móc pokusić się o jakieś podsumowanie, należałoby zróżnicować, jakie nurty psychologii są, a jakie nie są, psychoanalizą. Psychoanalizą zapewne jest freudyzm, kleinizm, psychologia ego, psychologia self, lacanizm, być może również pomysły Ericha Fromma. Na pewno jednak psychoanalizą nie jest jungizm! Psychologia Junga to psychologia analityczna. Koncepcja Adlera to psychologia indywidualna. Wszystkie te koncepcje mieszczą się jednak w dziedzinie humanistyki zwanej psychologią głębi. Nazwa ta wywodzi się stąd, iż każda z wymienionych koncepcji przyjmuje jakieś istnienie nieświadomego, i jego zasadniczy wpływ na życie ludzkie. Niewątpliwie zatem należałoby mówić o koncepcjach mitu wg psychologii głębi, a nie tylko psychoanalizy. To pomieszanie zaznacza się przykładowo w książce Ilony Błocian Psychoanalityczne wykładnie mitu, która dotyczy koncepcji Freuda, Junga i Fromma. Bez żadnych wątpliwości tylko koncepcję Freuda można tu nazwać psychoanalizą. Nie zmienia to oczywiście faktu, że być może największy wkład w mitoznawstwo, miał Jung, nie Freud! O różnicach w interpretacji zjawisk mitologicznych wg Junga i Freuda pisałem już wcześniej. Tutaj warto zaznaczyć, że zawsze chodzi w tych interpretacjach o fenomeny psychologiczne. Perspektywa psychologii głębi jest zatem psychologistyczna, jest pewną wersją redukcjonizmu. Wszelkie fenomeny kultury i cywilizacji w końcu zostają sprowadzone do swojego psychologicznego podłoża. Dlatego też z interpretacjami tymi nie do końca zgadzał się Eliade, jak również Eleazar Mieletynski. Ten ostatni w książce Poetyka mitu (s. 202, 1981) napisał:
„Niemożność oddzielenia wyobraźni mitologicznej od psychologicznego substratu, występowanie we wszystkich wytworach ludzkiej wyobraźni pewnych cech wspólnych – nie mogą stać się przyczyną utożsamienia mitu ze snami, widzeniami, efektami spontanicznej podświadomej wyobraźni, nie mogą prowadzić do roztopienia się mitologii w psychologii i psychologii w mitologii. W porównaniu z tego rodzaju grą wyobraźni mitologia ma charakter bardziej społeczny i bardziej ideologiczny, przy czym jej >społeczność< wykracza poza ramy twórczości, >nieświadomości zbiorowej<.”
![]() |
| Zygmunt Freud |
Zarówno jednak Freud, jak też Jung twierdzili, że sny, fantazje, baśnie i mity są po części przejawem tego samego: nieświadomego. W tym sensie zgadzali się. Nawet jeśli Jung uznawał istnienie tzw. nieświadomego zbiorowego – siedliska archetypów powszechnego dla całej ludzkości, a Freud natomiast kładł nacisk na psychikę indywidualną. Tomasz Małyszek w swojej książce Romans Freuda i Gradivy. Rozważania o psychoanalizie, w rozdziale O godzeniu Freuda i Junga w baśniach stawia tezę, że właśnie w obszarze badań nad baśniami, obie teorie dochodzą do podobnych wniosków. Można tezę tą rozciągnąć również na mitologię, podania i całą etnografię i folklor. Również bowiem Freud uznawał, że istnieje powszechna struktura psychologiczna, a same wytwory kultury ludowej, tradycyjnej są przejawem nieświadomego. Jung nazwał tą powszechność po prostu nieświadomym zbiorowym.
Z punktu widzenia psychologii głębi nie da się pomyśleć, że mitologia jest tworem społecznym. Częściowo oczywiście tak, co do treści. Same jednak warunki, można rzec – transcendentalne w rozumieniu Kanta – powstania mitu, baśni, czy innego wytworu kultury, są zawarte w ludzkiej psychice. Można zatem spokojnie wyobrazić sobie badania mitu poprzez pryzmat psychologii głębi. Nawet jeśli bierze się pod uwagę historyczne i społeczne, ekonomiczne i klasowe wpływy na treść danego wytworu kulturowego! Mówiąc już bardzo skrótowo: psychologia głębi, a już w szczególności psychoanaliza zawsze uznaje prymat psychogeni nad socjogenią. Socjogenię traktuje bardzo podejrzliwie.
Inną skrajnością w podejściu do analizy kultury, jest stanowisko odgraniczające psychologię i jej możliwości od badania kultury. Takie stanowisko reprezentuje choćby Piotr Drozdowski, główny ideolog krakowskiej szkoły psychodynamicznej. W skrócie można powiedzieć, że teoria tej szkoły oparta jest na pomysłach Freuda, teorii relacji z obiektem, psychologii self i ego. Jest więc to szkoła synkretyczna, w łonie samej psychoanalizy. Drozdowski w swoim tekście programowym Aksjologia psychoterapeuty psychodynamicznego pisze:
"Nie znajdujemy żadnego metodologicznego uzasadnienia aby wnioski dotyczące funkcjonowania psychiki pacjenta stawały się wnioskami na temat funkcjonowania człowieka, jak i poszczególnych wytworów jego kultury. Stoimy na stanowisku rozdzielności poznania rzeczywistości wewnętrznej pacjenta, jako wytworu jego aktywności umysłowej i psychicznej, od rzeczywistości zewnętrznej, materialnej i kulturowej, o których pochodzeniu i istocie nie mamy możliwości formułowania twierdzeń na podstawie indywidualnej psychiki pacjenta."
![]() |
| Atak histerii - takie fenomeny legły u podstaw psychoanalizy. |
Stanowisko to jest skrajnie ostrożne i zachowawcze. Nie można mu też odmówić poprawności logicznej. Wydaje się jednak, że w pewnym sensie wpada w paradoks samoodniesienia. Sam Drozdowski twierdzi, że twierdzenia psychodynamiczne mają status jedynie hipotetyczny, i używane są tylko na podstawie kryterium użyteczności i skuteczności. Jednakże nie da się formułować jakichkolwiek sądów na temat człowieka, jeśli nie ma się jakiejś teorii antropologicznej w głowie, nawet jeśli nie jest ona jasno wyrażona w świadomości. Antropologia psychodynamiczna oparta jest właśnie na podstawie badania fenomenów w kontakcie analityka z pacjentem. Jest zatem uogólnieniem na podstawie doświadczeń szeregu kontaktów z indywidualną psychiką, jak też jest zbudowana na podstawie fenomenów psychopatologicznych. Trzeba jednak pamiętać, że jedną z głównych tez Freuda jest właśnie teza o powszechności i normalności nieświadomego. Freud nazwał to psychopatologią życia codziennego. Inną sprawą jest to, że wszystkie twierdzenia nauki mają status hipotetyczny (!). Jeszcze inną sprawą jest to, że sami przedstawiciele tego nurtu myślenia sami często formułują jednak tezy na temat fenomenów kulturowych, z punktu widzenia właśnie psychoanalizy; cytują nawet samego Bettelheima i jego książkę o baśniach. A ta tematyka właśnie dotyka zjawisk kultury, twórczości i rzeczywistości zewnętrznej. Na pewno wykracza poza gabinet terapeutyczny. Wydaje się zatem, że tak zachowawcze i ostrożne twierdzenie nie jest do końca przekonywające, a na pewno – gdyby pójść za nim – zubożyłoby znacznie możliwości badania samej kultury. Z drugiej zaś strony samą mitologię można badać na różnych jej poziomach i z różnej perspektywy: historycznej, strukturalnej, psychologicznej. Za każdym razem, przyjmując jakąś perspektywę, dokonujemy aktu redukcji – do tej właśnie perspektywy. To zabieg, którego nie da się uniknąć w jakimkolwiek badaniu naukowym. Należy tylko pamiętać, żeby tego redukcyjnego punktu widzenia nie absolutyzować i zdawać sobie sprawę z samego aktu redukcji i hipotetycznego statusu całej wiedzy.


0 komentarze:
Prześlij komentarz