niedziela, 28 listopada 2010

O znachorach i wiedźmakach

Ostatni mój wpis dotyczył związków folkloru ze zjawiskami historycznymi. Była to w pewnym sensie glossa metodologiczna. Tym razem chciałem powrócić do tematu pojedynku kosmogonicznego, mając na uwadze właśnie owe prawidłowości, które decydują o możliwości wiązania w jednym wywodzie danych etnograficznych z historycznymi.

Najtrudniejszą rzeczą, do jakiej dotrzeć w rekonstrukcji dawnego światoobrazu, to mentalność ludzi sprzed wieków. Wynika to z prostego mechanizmu psychologicznego projekcji, tj. rzutowania własnych treści psychicznych na innych ludzi. Jest to mechanizm, który mniej lub bardziej świadomie wykorzystuje każdy człowiek. Zatem łatwo jest narzucać współczesne formy myślenia przodkom, a przez to doszukiwać się u nich potwierdzenia współczesnego – swoistego dla danej kultury i religii – sposobu myślenia (to tzw. etnocentryzm, jak lubią mawiać filozofowie współcześnie). Oczywiście istnieją pewne inwarianty: najbardziej fundamentalne struktury myślenia i przeżywania człowieka, zarówno poznawcze, jak i psychodynamiczne. Jakimi jednak treściami są wypełnione te struktury, to już zupełnie inna sprawa.

Przykładem przejawu mentalności dawnej jest wiara w duchy, stworzenia niewidoczne dla ludzkich oczu. Oczywiście i dzisiaj ludzie wierzą w nie. Jednak niegdyś było to wierzenie powszechne. Dzisiaj postawą dominującą jest postawa sceptyczna wobec takich zjawisk. Innym przejawem myślenia dawnego jest organizowanie świata społecznego tak, że wyrażał trójpodział funkcji, o którym pisałem we wcześniejszych wpisach (teoria trójfunkcyjności Dumézila). Innym znowu przejawem myślenia, który mógł być charakterystyczny dla średniowiecznych Słowian, a zachował się w ich folklorze aż do XIX wieku, to myślenie o dwoistości świata. Nie chodzi tu oczywiście o manichejski podział na złego i dobrego boga, ani o chrześcijański dyskurs dobra i zła. Chodzi tu o istnienie we wszechświecie dwóch dopełniających się i współtworzących świat pierwiastków. Wyrazem takiej wiary jest właśnie wiara w stworzenie świata i człowieka poprzez zmaganie się opozycyjnych bóstw – Peruna i Wołosa. Nie jest to kalką wierzeń gnostyckich (bogomilskich), jak sugerują niektórzy.  Choćby z tego powodu, że oba te bóstwa były czczone  przez Słowian. Powieść lat minionych kilkakrotnie zaznacza, że przysięgi – w zależności od przynależności społecznej – składało się na Peruna, lub na Wołosa. W Szczecinie – jak pamiętamy – czczono Trygława, którego można uznać za zachodniosłowiańską reprezentację Wołosa właśnie. W Arkonie natomiast – Świętowita, którego można uznawać za bóstwo w typie Perunowym. Helmold w swojej kronice zapisał:

Panuje zaś wśród Słowian dziwaczny zabobon: w czasie uczt i pijatyk podają sobie wkoło czaszę, w którą imieniem boga dobra i zła składają słowa – nie powiem poświęcenia, lecz przekleństwa. Wierzą bowiem, że losem pomyślnym kieruje dobry bóg, wrogim zaś – bóg zły. Dlatego to owego złego boga nazywają w swoim języku Diabłem, czyli Czarnebogiem, to znaczy bogiem czarnym.” (1)

Koziołki z Opola - figurki kultowe (być może przynależne kultowi Wołosa)


Zapis ten daleki jest od przejrzystości. Trudno tu jednoznacznie oddzielić, co jest opisem słowiańskiego zwyczaju i takiego sposobu myślenia, a co kalką chrześcijańskiej mentalności proboszcza z Bozowa. Daje on jednak jasno świadectwo istnienia u Słowian opozycyjnych bóstw, które – jak sugeruje zapis Helmolda – oba były jednak jakoś przyzywane. Trudno - znowu - orzec tu jednoznacznie, czy ów Czarnobóg to Trygław / Wołos, czy jakiś bies, czy czort, którego ludzie mogli przeklinać podczas picia.

Figurka Świętowita z Wolina


Z opisywaną tutaj opozycyjnością spotkać się znowu można w analizie opowieści junackich. Zarówno bowiem baśnie, legendy, jak i epika ludowa (np. ruskie Byliny) opisują zmagania sił smoczych (ziemno – wodnych) z siłami uranicznymi. Boska walka stwarzająca świat zostaje tu przeniesiona na płaszczyznę życia społeczności ludzkiej (epika bohaterska) i indywidualnego człowieka (baśń). Podobną opozycję, napięcie i zmagania znajdujemy w magii ludowej. Jak dowodzi przekonywająco Zbigniew Libera ścieranie się dwóch sił na co dzień miało miejsce w postaci zmagania znachora z wiedźmakiem, czy kołdunem. W swojej, dość specyficznej książce (jest to bowiem głównie zbiór przekazów etnograficznych, a nie książka naukowa sensu stricte) zauważa:

Mitycznym przeciwnikiem Peruna – piorunowładcy był na gruncie wschodniosłowiańskim w okresie pogańskim Wołos – Weles. Prawdopodobnie jego kapłanami byli wołchwy, na co wskazuje etymologiczne i semantyczne związki imienia tego boga (Wołos) i jego czarowników nawiązujące do włosów, skóry (w języku rosyjskim wołocha to skóra, wołos – włos, wołchowat – czarować, wróżyć, uprawiać znachorstwo, wołchw, wołchowatiel – czarodziej, wróż, znachor, wołchatka – wróżka, czarownica, wołosien – czart, nieczysty duch)… Postać rosyjskiego kołduna i białoruskiego wiedźmaka można więc uznać za historyczne transformacje postaci kapłanów Wołosa. To wyjaśnia wiele ich atrybutów i funkcji. Przede wszystkim zakres działań czarowników i wiedźm: czary, wróżenie, leczenie, także m.in. związki z wodą (władanie deszczem), królestwem zmarłych (demonami), przeciwstawianie ich znachorom – „sługom bożym” i świętym piorunowładcom odpowiada charakterystyce wołchwa i Wołosa. Rosjanie, Białorusini, Łemkowie, Słowacy traktowali czarowników jako specjalistów od chorób bydlęcych, co koresponduje z funkcjami Wołosa – opiekuna stada, boga bydlęcego.” (2)

Dalej Libera zauważa, że oponentem kołduna, czarodzieja, czy wiedźmaka, był znachor, którego lud postrzegał jako sługę bożego. Tylko znachor potrafił odczynić urok czarodzieja. To właśnie znachor miałby być sfolkloryzowanym żercą Peruna. Chodziłoby tu w ostateczności o tą samą opozycję: siły uraniczne wobec ziemno – wodnym. I co ważne: świat nie może obyć się zarówno bez jednych, jak i bez drugich!


Literatura cytowana:

  1. Helmold, Kronika Słowian (fragment) [w:] Labuda, G. (1999) Słowiańszczyzna starożytna i wczesnośredniowieczna. Antologia tekstów źródłowych. Poznań, s. 176.
  2. Libera, Z. (2003) Znachor w tradycjach ludowych i popularnych XIX – XX wieku. Tow. Przyjaciół Ossolineum, s. 201.



2 komentarze:

  1. http://oldgoths.blogspot.com/

    and Saamiblog on facebook:
    http://www.facebook.com/people/Saamiblog-Sami/100000276177998

    OdpowiedzUsuń