niedziela, 6 marca 2011

Dziady a dziadowie nasi

Poprzednio odnosiłem się do książki Adriana Mianeckiego z toruńskiego ośrodka folklorystyki (jeśli można się tak wyrazić). Tym razem również chciałbym odnieść się do książki badacza z tego ośrodka. Chodzi tu o Piotra Grochowskiego i jego książkę Dziady. Rzecz o wędrownych żebrakach i pieśniach (1). Myślę, że książka jest cenna dla każdego, kto zainteresowany jest refleksją nad zwyczajami wsi polskiej przełomu XIX i XX wieku. Tutaj chciałbym jednak się odnieść do kilku ciekawych obserwacji autora książki związanej z genealogią pojęcia dziad.

Grochowski wskazuje na bardzo ciekawy związek, jaki zachodzi pomiędzy postaciami dziadów – żebraków, a dziadami – duszami. Pojęcie dziada w języku polskim ma kilka znaczeń. Jako pewien archaizm i anachronizm funkcjonuje ono w znaczeniu przodka. Dziadowie nasi, to nasi przodkowie. To samo znaczenie oddaje określanie dziadkiem człowieka starszego wiekiem, a w szczególności ojca matki lub ojca. Do tego samego obszaru znaczeniowego odnosi się nazwa Dziadów, obrzędu znanego głównie z terenów Słowian wschodnich, a rozsławianego w polskiej literaturze przez Mickiewicza. Warto przypomnieć, że jest to obrzęd zaduszny, podczas którego zapraszano na biesiadę dusze zmarłych i częstowano je specjalnie przygotowanym pożywieniem. Echem tego obrzędu jest zresztą prawosławny obyczaj ucztowania na grobach zmarłych. Innym znaczeniem pojęcia dziad, jest określanie w ten sposób ludzi biednych, schorowanych, żebrzących (co obecnie ma dość pejoratywne znaczenie). Grochowski wskazuje, że materiał folklorystyczny dość dobrze dokumentuje związek dziadów – dusz zmarłych i dziadów - żebraków właśnie w obszarze obrzędów zadusznych. Chodzi tu o zwyczaj zapraszania różnej biedoty i żebraków celem nakarmienia. W zamian za to nakarmieni i obdarowywani modlili się za dusze zmarłych. Chodziłoby tu zatem o przesunięcie znaczenia pojęcia dziad z dusz, na starych, żebrzących ludzi. Stąd zarówno jednych, jak i drugich zapraszano na obrzęd zaduszny i karmiono. Dziad - żebrak, będący na granicy życia i śmierci, będący poza gminą (jest on z reguły człowiekiem wędrującym) jest pośrednikiem pomiędzy światem żywych i zmarłych. Ciekawym w tym kontekście reliktem obyczajowym, jest krakowskie święto Rękawka (por. Śmierć). Jest to niewątpliwie relikt pogańskiego, wiosennego święta zadusznego. W czasie jego obchodów z Kopca Kraka (mogiły przecież!) zrzucano monety i pożywienie (w tym gotowane jaja – pisanki) biedocie krakowskiej. 

Rękawka, rzucanie jadła biedocie.
Licencja public domain


Rzucanie jadła, Rękawka, rekonstrukcja.


Można powiedzieć, że obyczaj ten pozostaje w tym samym polu znaczeniowym, co obyczaj ucztowania na grobach zmarłych i karmienia żebraków – mediatorów pomiędzy żywymi i umarłymi! Święto Rękawka zachowało też inny ciekawy obyczaj pogrzebowy. Chodzi tu o pojedynki młodych na palcaty, tj. drewniane kije. Obyczaj ten, zdaje się, że odnosi się do zwyczaju walk urządzanych na cześć zmarłych. Dla udokumentowania tej tezy przywołać można analogię ze świata starożytnego. Religioznawca Hans – Peter Hasenfratz pisząc o walkach gladiatorów zauważa:

Co łączy walki gladiatorów z religią? Po pierwsze wywodziły się one z etruskiego kultu umarłych. W kulturze etruskiej, w trakcie pogrzebów znaczących osób składano ofiary z ludzi; krew zabitych miała za zadanie przywracać po tamtej stronie, jako substancja życiodajna, siły zmarłego (rytuał odżywiania). Jeśli do śmierci ofiar dochodziło w wyniku zaaranżowanej walki wręcz w trakcie pochówku, wierzono, iż zmarły odnajduje dodatkową satysfakcję w takim widowisku. Malowidła na ścianach grobów pokazują obie formy: Tomba François w Vulvi (ofiary z jeńców wojennych), Tomba degli Auguri w Tarkwinii (walka postaci zamaskowanej podpisanej phersu, przedstawiającej demona śmierci, z bezbronną ofiarą, nie mającą żadnych szans na przeżycie). Wydaje się, że w 264 r. przed Chr. Rzymianie przejęli ten rytuał w formie pojedynku między jeńcami wyznaczonymi do roli ofiar przy grobie zmarłego.” (2)

Igrzyska pogrzebowe, Rękawka 2005, rekonstrukcja.


Można by zatem powiedzieć, że również w walkach zadusznych u Słowian chodziło o uczynienie z własnej krwi ofiary dla zmarłych. Ciekawym skądinąd obyczajem wielkanocnym są „walki” na jajka, tzw. bitki. Chodzi tu o zderzanie się gotowanymi jajami. Pokonuje się przeciwnika jeśli rozbije się skorupkę jego jaja. Być może (?) jest to również pozostałość, relikt po opisanych wcześniej walkach ofiarnych przy grobach zmarłych.

Wracając do postaci dziada, warte zacytowania są wnioski samego Grochowskiego na temat symbolicznego związku dziada – żebraka i dziada – przodka. Pisze on następująco:

Wydaje się jednak, iż wędrownych żebraków traktowano nie tylko jako pośredników, ale wręcz w pewnym sensie utożsamiano ich ze zmarłymi. Świadczy o tym zarówno zbieżność nazw dziadów – przodków i dziadów – żebraków, jak i fakt traktowania tych ostatnich jako ważnych gości, co przejawiało się w obfitym karmieniu ich specjalnie na tę okazję przygotowanym świątecznym jedzeniem. Krótko mówiąc, wyobrażano sobie, że dziadowie – zmarli przybywają na dziady – obrzędy pod postacią dziadów – żebraków.” (3)

Dalej symbolicznych związków można szukać pomiędzy dziadami – przodkami, a dziadami – kolędnikami, tj. zamaskowanymi postaciami uczestniczącymi w obrzędach ludowych w okresie Godów i w okresie wielkanocnym. Jak pisałem już wcześniej zarówno Gody były czasem w kulturze ludowej, kiedy oczekiwano odwiedzin dusz przodków, jak i materiał historyczny poświadcza związek maskowania się, z obrzędami zadusznymi (Stworzenie świata, Świat na opak). Grochowski pisze o tym następująco:

…w przypadku dziadów noworocznych, śmigusowych i zapustnych (a także drabów) mamy najprawdopodobniej do czynienia z najbardziej pierwotną i podstawową formą obrzędów kolędniczych, w której dostrzec można echa archaicznych wyobrażeń dotyczących powrotu zmarłych i ich kluczowej roli jako opiekunów płodności i urodzaju.” (4)

Dziady śmigusowe.
Licencja public domain
I dalej:

Widać wyraźnie, że przy kreowaniu postaci dziada w zespołach kolędniczych dążono do potęgowania mediacji, a zarazem eksponowania pierwiastków wegetacyjnych, co wydaje się zrozumiałe, gdy weźmiemy pod uwagę fakt, że kolędowanie nie było typowym obrzędem zadusznym, chodziło tu bowiem nie tyle o kult przodków, co o >wykorzystanie< ich do realizacji podstawowego celu, jakim było pobudzenie do życia pogrążonej w zimowym letargu przyrody.” (5)

Konkludując można zatem zauważyć, że postać żebraczą dziada łączą wyraźne związki znaczeniowe z kultem przodków. I zarówno widać to w obrzędach na cześć zmarłych (obrzędach zadusznych), jak i w obrzędach agrarnych (por. Antropologia teatru), gdzie oczekiwano wsparcia przodków. Skądinąd to wsparcie na co dzień zapewniał przecież opiekun gospodarstwa domowego, który zazwyczaj nosił nazwę domowego dziada! Czasem w skrócie: dziada, domowego etc. Wyobrażano go sobie właśnie jako postać, której rysy przypominały zmarłego przodka. Związek pomiędzy zmarłymi i światem żywych, był więc w tradycyjnej kulturze ludowej bardzo ścisły. Można z pewnością spodziewać się, że podobnie działo się w kulturze przedchrześcijańskiej i średniowiecznej.

Kolędnicy.
Licencja public domain


Literatura cytowana:

  1. Grochowski, P. (2009) Dziady. Rzecz o wędrownych żebrakach i pieśniach. Wyd. Uniwersytetu Mikołaja Kopernika, Toruń.
  2. Hasenfratz, H.- P. (2006) Religie świata starożytnego a chrześcijaństwo. Wyd. WAM, Kraków, ss.74 -75.
  3. Grochowski, ibidem s.37.
  4. op. cit. s. 86.
  5. op. cit. ss. 91 - 92.

3 komentarze:

  1. Jak zwykle bardzo ciekawie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zaraz po Grochowskim ukazała się kolejna książka o dziadach: K. Michajłowa, "Dziad wędrowny w kulturze ludowej Słowian", Oficyna Naukowa, 2010

    OdpowiedzUsuń