Od jakiegoś czasu, na łamach Zalmoxisa toczy się dyskusja związana z książką Jakuba Zieliny Wierzenia Prasłowian (1). Ostatnie komentarze do rozdziału Wierzenia Prasłowian – komentarze zachęciły mnie do podjęcia tematu jeszcze raz.
![]() |
| Bilibin - Żar-ptak, motyw z baśni |
Chociaż brakuje mi wykształcenia historycznego, czy religioznawczego, wydaje mi się, że odebrałem dość dobre wykształcenie w zakresie warsztatu pisarskiego. W tej kwestii wdzięczny jestem głównie dr hab. Markowi Drwiędze (Instytut Filozofii UJ), który przez krótki czas był moim naukowym opiekunem. Podczas zdobywania wykształcenia w Instytucie Psychologii, czy też Instytucie Filozofii, nauczono mnie przede wszystkim, że każda myśl musi w pracy naukowej mieć swoje usprawiedliwienie, uzasadnienie, czy uargumentowanie. W żadnej pracy naukowej nie można iść na skróty. W tej kwestii nie wystarczają przypisy. Nie wystarczy powołać się na jakąś publikację z nadzieją, że to załatwi sprawę. Może być raczej odwrotnie. Wybitny autor może napisać tekst, który bez żadnego przypisu obroni się, dzięki swojej przejrzystości, konsekwencji wywodu i sile argumentów. Tak przynajmniej jest w filozofii. Pewnie trudniej o to w naukach społecznych, gdzie liczy się autorytet badania. Zapewne podobnie jest również w historii – tu liczą się źródła. To tyle w zakresie usprawiedliwienia podjęcia przeze mnie tego wątku.
Jeżeli chodzi o moje poglądy na temat zajmowania się mitologią, czy rekonstrukcją dawnych wierzeń, pisałem już o tym w rozdziale Folklor a historia. Również mnie fascynuje trwanie struktur myślenia. Również mnie fascynuje istnienie zabytków w etnografii. Jeżeli chodzi o struktury należy jednak bardzo uważać o czym się pisze. Struktura jest bowiem idealizacją naukową! Strukturalizm to pewna metodologia. Trzeba pamiętać, że struktura to pewna rama teoretyczna, która upraszcza badane zjawisko. Drżyjcie fakty! Oczywiście czysty fakt to też mit! Już dość dawno filozofowie nauki uzasadnili pogląd, że każdy „fakt” jest teoretycznie obciążony. Nie ma zatem czystych faktów, tak jak nie ma bezzałożeniowego myślenia o świecie i patrzenia na niego (w epistemologii jasno sprawę postawił Kant, a ciekawie, biologicznie uzasadniał jego wnioski później Konrad Lorenz). Zatem trójfunkcyjność Dumezila jest idealizacją podążającą po spirali uzasadnień. Badacz przeanalizował dostępne mu dane (oczywiście nigdy czyste teoretycznie), stworzył schemat idealizujący i przyłożył go do innych danych, szukając potwierdzenia dla niego. Część danych ucieka jednak łatwej interpretacji wg tego szablonu. Ale jeżeli badacz popadł w furor interpretativus, to nic mu nie jest straszne: drżyjcie fakty! I tak znajdzie się sposób na przycięcie danych do schematu. Nie jest to jednak dobra robota naukowa; trzeba ją koniecznie przedyskutować. Trochę inaczej sprawa wygląda, jeżeli traktuje się struktury, jako realne byty. To już jest wniosek antropologiczny, albo psychologiczny. Wówczas status struktury jest podobny do statusu archetypu w rozumieniu Junga, może też Eliadego. Można zatem powiedzieć, że mózgi ludzkie funkcjonują wg pewnych strukturalnych prawideł. Oczywiście traktowanie struktur, jako realnie istniejących, może uzasadniać pewną metodologię, ale należy pamiętać skąd wychodzi dana linia argumentacyjna.
| Bilibin, Alkonost |
Po cóż to piszę? Piszę o tym by uzasadnić twierdzenie, że w odwoływaniu się do struktur, trzeba być ostrożnym. Oczywiście podzielam pogląd Pana Jakuba Zieliny, że porządek strukturalny może zostać utrwalony w zwyczajach i obrzędach (itd.) przez wieki. Inną jednak sprawą jest, czy przekaz, na który się powołujemy jest wiarygodny. Jeżeli jest wiarygodny i można to uargumentować, można tam szukać interesujących danych. Pamiętać jednak należy, że żadne ze źródeł nie jest wolne od obciążenia teoretycznego (czyli np. swoistej perspektywy autora). Pomimo tego, że Pan Jakub Zielina jasno wyraził się we wstępie do swojej książki na temat metody i swojego sposobu myślenia, w jego praktyce pisarskiej zapanował – mam wrażenie – chaos. Wiele wniosków i argumentów pozostało tam bez jasnego uzasadnienia!
W dyskusji nad książką Wierzenia Prasłowian warto wyodrębnić dwie płaszczyzny. Pierwsza związana jest z badaniem. Chodzi tu o to, że można spierać się o interpretacje danych, albo wprowadzać nowe aby uargumentować swój pogląd. Jeżeli powrócić do kwestii Długosza, to wydaje się, że zabrakło w książce uzasadnienia dla niego. Uzasadnienia, które potwierdzałoby historyczną wartościowość tego źródła. Jeżeli bowiem uznać, że przekaz Długosza może odnosić się do żywych wciąż w jego czasach wierzeń, albo, że korzystał on ze starszych – wartościowych źródeł i nie narzucał swojej metodologicznej idealizacji w postaci kalek z mitologii grecko – rzymskiej (w formie, jaka mogła być mu znana), to w porządku – można uznać przekaz za wartościowy w kwestii szukania w nim danych na potwierdzenie, lub zaprzeczenie kolejnych hipotez. Wydaje się, że to, czego również brakuje w książce Pana Zieliny, to jasnego rozdziału, że ten wniosek to mamy dzięki metodzie porównawczej (z innymi religiami – jak skądinąd wiadomo, łatwo tu narzucać kalki, które fałszują obraz!!!), a inny wniosek pochodzi z badań nad baśniami, a te baśnie to swoją drogą przekazują jakieś inwarianty kulturowe (swoją drogą wydaje mi się, że akurat baśnie przekazują głównie inwarianty psychologiczne – jak pisali o tym De Vries, czy Bettelheim, a nie dane historyczne!!!), itd. Jeżeli nie ma takich rozróżnień, to powstaje coś, co ma strukturę worka na śmieci – zmieści się tam wszystko! Przypomnę tylko, jaką pracę wykonał np. Henryk Łowmiański (2) krytykując panteon Włodzimierza Wielkiego przekazany przez Powieść lat minionych. Można zgadzać się z jego wnioskami, albo nie. Nie można mu jednak zarzucić braku solidnej argumentacji!
Druga kwestia to sprawa praktyki pisarskiej, a w szczególności dbania o jasność wywodu. Wydaje mi się, że w książce Pana Zieliny od czasu do czasu pojawiają się wnioski, które rodzą podstawową konfuzję: dlaczego tak? Dla uzasadnienia podam tylko jeden fragment (w pewnym momencie lektury przestałem już zaznaczać te interesujące niejasności). Pan Jakub pisze (3, s. 26):
„Na Śląsku Cieszyńskim istnieje podobne podanie o trzech założycielach miasta: Bolku, Cieszku i Mieszku. Jeżeli nie jest ono dziewiętnastowiecznym falsyfikatem, to warto porównać imię Lech do imienia Bolek, etymologicznie bowiem oznaczają zasadniczo to samo – waleczność i wielkość. Imię Cieszka, eponimu miasta, nieodparcie łączy się z czasownikiem >cieszyć się<. Zatem imiona braci oznaczają odpowiednio >mężny<, >cieszący się< oraz >ślepy<, to z kolei może symbolizować grupy społeczne: mężnych wojowników, szczęśliwych wytwórców oraz ślepych mędrców czyli władców i kapłanów.”
To tylko jeden z wielu fragmentów, które mnie osobiście wprawiają w stan niezrozumienia. Nie wiem bowiem, czy imię Cieszka nieodparcie łączy się z czasownikiem cieszyć się. Nie jestem językoznawcą, a takiego właśnie uzasadnienia – językoznawczego (a nie na zasadzie skojarzenia) brakuje tu! Podobnie ze znaczeniem imienia Lech i Bolek (co do Bolka to łatwiejsza sprawa, bo kronikarz nam przekazał znaczenie – Bolesław = większa sława). Ostatni wniosek jest jednak najbardziej szokujący! Dlaczego bowiem wytwórcy mają być szczęśliwi, a mędrcy i kapłani ślepi? Nie rozumiem. Bo sprawiedliwość jest ślepa – jak się mawia - to tak się kojarzy, że mędrcy i kapłani są ślepi? A wytwórcy tak z natury się cieszą i są szczęśliwi? Hmm… cały ustęp wygląda na mocno naciągany. I cały ten ustęp wygląda na siłowe dopasowywanie schematu trójfunkcyjnego, do pewnego przekazu, co do którego wartości, nawet sam autor ma wątpliwości.
Moim zdaniem można się spierać co do tez stawianych w książce Pana Zieliny. I wówczas jest to rozmowa merytoryczna. Niestety jednak książka wydaje się być niedbale napisana, w pośpiechu i na skróty. Może powinna mieć jednak jakieś 300 stron samego tekstu, a nie tylko 120.
Literatura cytowana:
- Zielina, J. (2011) Wierzenia Prasłowian, Wyd. Petrus, Kraków
- Łowmiański, H. (1979) Religia Słowian i jej upadek. PWN, Warszawa.
- Zielina, op.cit., s.26.
Autor o swojej książce:


Jedna drobna, acz nader istotna uwaga do przytoczonego fragmentu o legendarnych założycielach Cieszyna. Otóż imiona braci to Bolko, Leszko i Cieszko. Zatem cały wywód (zgadzam się, że mocno niejasny) z miejsca bierze w łeb.
OdpowiedzUsuńpozdrowienia
TK
a to ważna uwaga; dzięki!
OdpowiedzUsuńMożliwe, że z Mieszkiem to inna wersja legendy po prostu, ale jeśli tak jest to tej informacji także brakuje. Jak najbardziej słuszne uwagi.
OdpowiedzUsuńCzołem,
OdpowiedzUsuńW Cieszynie, skąd pochodzę, legenda funkcjonuje z tymi imionami. Co do etymologii to rzeczywiście w paru wypadkach nie było na nią miejsca - ze względu na objętość. Może kiedyś uda się wydać Wierzenia Prasłowian II - directors cut. Etymologia imienia Cieszka i Lecha jest pewna jak mało która, więc w tym wypadku czuję się usprawiedliwiony. Co do Bolka to zgadzam się - tu jest błąd, Nie sięgnąłem do Galla tylko uznałem, że oznacza mniej więcej to co rosyjskie большой czyli wielki a nie "wielce sławny". Poprawię jeżeli będzie taka możliwość. Ale nie zmienia to nic w strukturze znanej u innych Indoeuropejczyków - tu najwięcej się powołuję na Iran (Składankowa) i Kowalika.
A co do struktur - prezentuję po prostu taki punkt widzenia. To samo można zarzucić innym Dumezilowcom. Wielu historyków do dziś go nie akceptuje. Ale zauważcie, że przy rewolucjach Gieysztora czy Toporova, moje drobne teoryjki to już naprawdę małe dostawki. A z jakiegoś powodu mało osób dziś ich krytykuje.
Ważne że książka pobudza do dyskusji; bez tego nie ma nauki (w żadnym z sensów tego słowa). A do Długosza ostatecznie przekonali mnie Kazimierz Perkowski i Grzegorz Niedziela! Pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuń