poniedziałek, 23 stycznia 2012
środa, 18 stycznia 2012
Trzydzieści jeden funkcji Proppa
Właśnie ukazało się nowe tłumaczenie klasycznego dzieła Władimira Proppa Morfologia bajki magicznej. Chociaż oficjalny rok ukazania się książki to 2011, właściwie pojawiła się ona teraz – w styczniu 2012 nakładem wydawnictwa NOMOS. Podobnie, jak w przypadku książki Eleazara Mieletinskiego Pochodzenie eposu bohaterskiego, tłumaczem i tej ksiązki jest Paweł Rojek.
![]() |
| Władimir Propp |
Dlaczego właśnie Propp jest tutaj ważny? Badania strukturalne, a właściwie mówiąc – formalne, morfologiczne tego autora, ukazały gramatykę narracji bajki magicznej. Dzięki tej pracy możliwe były dalsze badania strukturalne Lévi – Straussa, czy Greimasa (pisze o tym w posłowiu do książki dość szczegółowo Mieletinski). Oczywiście badanie Proppa było czysto formalne i jako takie uwypukliło przede wszystkim składnię narracji bajkowej. Proppowi udało się też, jak okazuje się trafnie, nazwać i ukazać podstawową cząstkę morfologiczną bajki – tj. funkcję. Nie chodzi więc o wątki czy konkretne postaci, nie chodzi o treść, ale o czysto formalny wymiar funkcji, jakie spełniają wydarzenia w bajce. Konfiguracje ograniczonej ilości funkcji (31 funkcji), będące w pewnych zależnościach czasowych, tworzą podstawową gramatykę bajki magicznej. Lévi – Strauss zarzucał Proppowi, że ten odciął się od wymiaru semantycznego, treściowego w swoim badaniu. Nie do końca. Wprowadził bowiem Propp pojęcie motywacji postaci bajkowej. Zauważy również, że bohaterowie bajek magicznych nie są zupełnie wymienni. Nie można bowiem wymienić Baby Jagi na królewnę, ale można za to wymienić ją na smoka, czy wiedźmę. Widać zatem, że analiza formalna nie jest tu zupełnie oderwana od aspektów treściowych. Niemniej jednak, głównym zadaniem Proppa było tu odsłonięcie formy bajki. Skądinąd już właśnie w Morfologii… wydanej pierwszy raz w 1928 roku, postawił hipotezę na temat pochodzenia bajek magicznych z opowieści mitologicznych. Definicje bajki skonstruował jednak biorąc pod uwagę wyznaczniki formalne, a nie treściowe! Konsekwencją takiej definicji, oraz faktu wyodrębnienia podstawowych funkcji struktury jest możliwość sztucznego generowania fabuł bajek magicznych. Propp zauważa:
„Powyższe wnioski, swoją drogą, można także zweryfikować eksperymentalnie. Można samemu tworzyć nowe wątki w nieograniczonej ilości, przy czym wszystkie one będą odzwierciedlać podstawowy schemat, choć same mogą nie być do siebie podobne… Jeżeli podzieli się funkcje między działające postaci pochodzące z tradycyjnych zasobów bajkowych lub stworzone według własnego smaku, schematy te ożyją i staną się bajkami. Należy oczywiście jeszcze mieć na uwadze motywacje i inne elementy wspomagające.” (1)
Cytowane stwierdzenie Proppa samemu można zweryfikować korzystając z dostępnego w Internecie generatora bajek wg Proppa (zob. Generator).
![]() |
| Iwan Bilibin - Kościej |
Przedstawiane podejście do analizy tej formy twórczości tradycyjnej, jaką jest bajka, wydaje się jednak niekompletne. Brakuje tu oczywiście ujęcia genealogicznego i semantycznego. Oczywiście Propp podjął się w późniejszych badaniach próby odpowiedzi właśnie na pytanie m.in. o genezę bajki magicznej. Już w Morfologii… zastanawiał się zaś nad funkcją psycho – społeczną tak prostej struktury bajki. Nie dał tutaj jednak odpowiedzi ponieważ uczynił badanie formalne, synchroniczne podstawą i warunkiem badania diachronicznego, tj. genealogicznego. Zauważył również, że pomimo łatwości generowania kolejnych bajek, zasób fabularnych wątków folkloru jest jednak ograniczony. Faktycznie, co też potwierdzili w terenowych badaniach epiki bałkańskiej, tj. ludowych form oralnych Albert Lord i Milman Parry (2), twórczość ludowa, tradycyjna, jest niezwykle konserwatywna i trwała. Główne wątki i motywy nie zmieniają się przez całe stulecia! Być może odpowiedzią na pytanie o znaczenie tak prostej struktury bajek, powtarzalności funkcji wydarzeń oraz niezmienności czasowej twórczości ludowej daje w pewnym sensie Bruno Bettelheim analizując znaczenia bajek (baśni) ze względu na potrzeby rozwojowe człowieka. W podobnym kontekście – może bardziej etnologicznym, a mniej psychologicznym – rozumieć można znaczenia takiej budowy bajek z punktu widzenia teorii rytuałów przejścia (na temat tych dwóch perspektyw por. Baśń o trzech braciach).
Literatura:
- Propp, W. (2011) Morfologia bajki magicznej. Wyd. NOMOS, s.110.
- Lord, A. B. (2010) Pieśniarz i jego opowieść. Wyd. UW, Warszawa.
![]() |
| Iwan Bilibin, motyw z bajki. |
piątek, 16 grudnia 2011
Narracje o wodzach i drużynach
![]() |
| Karol Wielki - "ideał" średniowiecznego władcy |
Na łamach Zalmoxisa wcześniej już w paru miejscach pisałem o strukturalizmie, zarówno w znaczeniu pewnej filozofii, jak też metodologii (por. dyskusję wokół książki Jakub Zieliny, ale głównie wpisy Strukturalizm po polsku, Śmierć potrójna). To, co tym razem przykuło moją uwagę to kwestia narracji wczesnośredniowiecznych przekazów kronikarskich i strukturalne prawidłowości w jej tworzeniu. Temat ten wcześniej przewijał się w różnych kontekstach, gdzie pojawiały się strukturalne, dumezilowskie analizy Jacka Banaszkiewicza (por. O księciu wilkołaku, Krak i Wiślanie). Banaszkiewicz w swoich publikacjach pokazuje, jak różne przekazy kronikarskie realizują właśnie prawidłowości strukturalne, fabularne reguły związane z ideologią i sposobem myślenia ludów i kultur indoeuropejskich i indoirańskich. Właściwie należałoby tu rozumieć ideologię w specyficznym postmarksowskim sensie; w takim, w jakim używa tego pojęcia Slavoj Žižek. Chodzi tu bowiem o ideologię, jako wyraz nieświadomego, a raczej jako sposób na symbolizację nieświadomego: Ideologia czyni sensownym coś, co bez niej nie ma sensu (1). W tym kontekście przypomnieć można też słowa Claude’a Lévi – Straussa, twórcy antropologii strukturalnej:
„Jeśli, jak utrzymujemy, nieuświadamiana działalność umysłu polega na nakładaniu form na pewną treść, jeśli nadto formy te są zasadniczo tożsame dla wszystkich umysłów: starożytnych i nowożytnych, pierwotnych i cywilizowanych – co w sposób jaskrawy ukazuje badanie funkcji symbolicznej jako wyrażającej się w języku – to trzeba i wystarczy dotrzeć do nieuświadamianej struktury utajonej za każdą instytucją i każdym zwyczajem, aby otrzymać zasadę interpretacji stosowalną prawomocnie do innych instytucji i innych zwyczajów, pod warunkiem, rzecz jasna, iż analiza doprowadzona jest dostatecznie głęboko” (2).
Chodzi tu właśnie o pracę nad odszukiwaniem reguł symbolizacji, które konstytuują poszczególne porządki ideologiczne, obyczaje, mity, wierzenia, ale też przekazy pisane. Badaniem pisma, praktyk pisarskich zajmował się w szczególny sposób Michel Foucault próbując ustanowić odrębny dyskurs o dyskursie (por. 3, 4). Strukturalne badania podań i baśni przeprowadzali Propp i Cambpell. W pewnym sensie, z punktu widzenia strukturalnej teorii psychoanalitycznej, badania takie na materiale baśniowym przeprowadził Bettelheim.
![]() |
| Wilhelm Zdobywca, inny ze średniowiecznych władców. |
Wspomniany już Banaszkiewicz strukturalne prawa przyłożył m.in. do słowiańskich opowieści dynastycznych. W ten sposób pokazał, że nie sposób w pełni serio traktować tych podań (w warstwie świadomej). Należało potraktować je jako twory symboliczne, które wyjawiają ukryty porządek, pewne nieświadome (za Lacanem można by powiedzieć: ustrukturowane jak jakiś język). Banaszkiewicz odszedł więc od realistycznej interpretacji przekazów kronikarskich. W tym sensie jego metoda jest historyczną hermeneutyką, praktyką polegającą na badaniu przenośnego, ukrytego i symbolicznego sensu, a nie odczytywaniem „faktów”. Podobną strategię przyjął w badaniu mitologii prapolskiej np. Grzegorz Niedzielski (por. m.in. 5). Morał z tych badań jest taki, że nie można brać dosłownie tego, co średniowieczni kronikarze pisali. Ich pisarstwo kształtowane było bowiem z jednej strony przez celowe zabiegi stylistyczne, ideowe, retoryczne; z drugiej zaś strony przez nieświadomy przymus strukturalny. W pewnym sensie zatem struktury przemawiały przez ludzi – dziejopisów, nie zawsze świadomych swoich uwarunkowań. Oczywiście również wspomniane, jako pierwsze, świadome zabiegi narracyjne opierają się głównie na wewnętrznym, strukturalnym przymusie i regułach.
Podobną pracę do Jacka Banaszkiewicza wykonał Paweł Żmudzki w swojej książce o barokowym tytule: Władca i wojownicy. Narracje o wodzach, drużynie i wojnach w najdawniejszej historiografii Polski i Rusi (6). Żmudzki w tekstach średniowiecznych i starożytnych kronik tropi reguły porządkujące sposoby przedstawiania władców i klasy wojowników. W jego pracy wyłania się pewien kod binarny opozycji: młody książę – król / stary władca; młoda drużyna – dojrzała drużyna; władca – wojewoda. Pokazuje, że liczne narracje, a w szczególności Kronika Anonima tzw. Galla, Powieść lat minionych, Kronika Kosmasa nie przekazują dosłownych relacji działań wojennych, prawdy na temat charakteru władcy, faktycznego opisu działań zbrojnych, czy też struktury wczesnośredniowiecznych armii. Lektura jego książki sprawia wrażenie dyskusji z realistyczną interpretacją danych kronikarskich (odrzucenie jej). Jednakże sam autor w zakończeniu swojej ksiązki zaznacza (wydaje się, że nieco asekuracyjnie):
„Narratywistyczne i komparatystyczne przepracowanie tekstów źródłowych ani nie obala rekonstrukcji przeszłości dokonywanych przez historyków, ani ich nie potwierdza. Może co najwyżej dyscyplinować myślenie o historii, wprowadzać do jej badania kategorie lepiej osadzone w źródłach narracyjnych oraz uzmysławiać bariery dzielące nowoczesne postrzeganie świata od światopoglądów średniowiecznych.” (7)
![]() |
| Drużyna - Rękawka 2008, fot. A. Chojnacki |
Wydaje się, że badania autora o wiele bardziej zmieniają obraz historii niż sam zaznacza. Podobnie jest z badaniem, które przeprowadził Jacek Banaszkiewicz: po jego analizach sensu imion mitycznych protoplastów rodów królewskich trudno przywiązywać się do realnego istnienia Kraka, Kija, Piasta, Siemowita etc. To, co mogłoby ratować tezę Pawła Żmudzkiego na temat neutralności badań narracji kronikarskich w kategoriach strukturalnych, to przyjęcie, że porządek symboliczny odzwierciedlany w tekstach kronikarskich, odzwierciedla się również w zachowaniach ludzkich. Chodziłoby tu zatem o przyjęcie, że idzie tu o te same prawa nieświadomego myślenia! Sztandarowym przykładem może być tu chętnie analizowane zarówno przez Banaszkiewicza, jak też Żmudzkiego zjawisko młodego herosa – junaka, któremu towarzyszy „dzika drużyna”. Występowanie tego motywu narracyjnego, może się przecież pokrywać z rzeczywistym zachowaniem młodych wojowników, młodych książąt. Hipotezę tą mogłaby potwierdzać znana z antropologii i etnologii teoria związków młodych wojowników. Żmudzki niestety ją odrzuca:
„W moim przekonaniu (w interesujących mnie tekstach) >iuvenes< przedstawieni są konsekwentnie jako aspołeczni, amorficzni i amoralni. Dlatego koncepcja >Männerbundu< jako zdefiniowanego organizacyjnie i religijnie społeczeństwa alternatywnego (a nie >antyspołeczeństwa<) jest dla mnie bezużyteczna.” (8).
W ten sposób autor odcina się zupełnie od możliwości połączenia swoich badań reguł narracyjnych z realną praktyką społeczną. A szkoda!
Zbyt wiele należałoby napisać, aby przedstawić wszystkie interesujące wątki książki (wszak nic nie zastąpi bezpośredniej jej lektury), niemniej jednak chciałbym zacytować tu, przykładowo, wyniki analizy opozycji drużyna – wataha młodych. Opozycja ta w pewnym – ograniczonym oczywiście – sensie odpowiada i oddaje pozostałe opozycje: młody władca – władca dojrzały i władca – wojewoda. Paweł Żmudzki rysuje następujące zestawienie (9):
Drużyna | Wataha młodych |
Drużyna idealna jest grupą bezwzględnie podporządkowaną wodzowi, który swoją monarchiczną charyzmę najmocniej prezentuje dzięki drużynie i wobec niej. | Watahę młodzieńców cechuje egalitaryzm. Nawet przyszły wielki władca w otoczeniu młodych rówieśników pozostaje jedynie primus inter pares i często ulega woli swoich towarzyszy. |
Drużyna walczy wg standardów wyznaczonych przez swojego wodza – wielkiego władcę. Dlatego nie wypada jej działać podstępnie czy z zaskoczenia. Musi przestrzegać cywilizowanych zasad prowadzenia wojny: walczyć otwarcie, umawiać się z wrogiem na bitwę, toczyć bój tylko w ciągu dnia. | Młodych nie obowiązują żadne prawa normujące stosunki międzyludzkie. W związku z tym wręcz z upodobaniem łamią oni wszelkie zasady. Idą do boju w nocy lub o świcie. Stosują podstępy, atakują znienacka, mordują bezbronnych. |
Wojownicy drużyny przystępują do walki dla sławy wodza, w obronie jego honoru. | Młodzi walczą dla swojej przyjemności, z wewnętrznej potrzeby rozlewu krwi, owocującej często nieokiełznanym szałem bitewnym, wreszcie dla łupów. |
Dobre drużyny nawiązują spolegliwe więzi społeczne z resztą społeczności pozostającej pod panowaniem władcy. Wojownicy z drużyny mają żony i dzieci. Strzegą ludu. Wojny prowadzą na zewnątrz ojczyzny. | Młodzieńcy „z natury” są aspołeczni, a nawet antyspołeczni. Porywają i gwałcą kobiety, zabijają dzieci, występują przeciw starszym, własnym ojcom i dziadom, targają więzi rodzinne. Watahy młodzieżowe tak samo okazują wrogość nieprzyjaciołom jak pobratymcom i krewnym. |
Drużyna mieszka w pałacu władcy, w stolicy ucztuje wraz z nim z wielkim przepychem. Drużyna stale otacza swojego wodza i nigdy nie powinna go opuszczać. Drużyna nie powinna się rozdzielać. | Żywiołem wojowniczej młodzieży jest las, pustkowie, pogranicze. Młodzi gardzą wystawnością i zbytkiem. Jedzą byle co, byle jak, byle gdzie. Młodzi bohaterowie często separują się od grupy, aby dokonywać wojennych wyczynów indywidualnie. |
Wojownicy drużyny bogacą się dzięki pieniądzom i wszelkim innym dobrom ofiarowanym przez władcę. | Młodzieńcy mają to, co sami zagrabią. |
Wódz dba o drużynę, chroni ją przed niepotrzebnym niebezpieczeństwem, i vice versa. Życie każdego wojownika jest najwyższą wartością dla władcy, podobnie jak życie władcy dla wojownika. | Młodzieńcy nie dbają o siebie, nieustannie ryzykują życiem. Ich działania cechują nieumiarkowanie i brawura. Bohater – chłopiec otoczony watahą młodzieżową nie przejmuje się stratami we własnych szeregach. |
***
Wszelkie analizy strukturalne pozostawiają we mnie podwójne uczucia. Z jednej strony wydają się być objawieniem jakiejś ukrytej prawdy, a przez to fascynują, z drugiej jednak wzbudzają niepokój o zbytnie uproszczenia i idealizacje. Ciężko czasem rozstrzygnąć gdzie jest granica pomiędzy interpretacją a nadinterpretacją. Być może sprawę ułatwiłoby jednak takie badanie struktur, które nie odrywałoby się od nieświadomego w sensie antropologicznym i psychologicznym. Wówczas może okazałoby się, że część przynajmniej tego, co dostępne jest analizie fabularnej, odpowiadałoby realności etnohistorycznej i antropologicznej, czyli praktyce codziennego życia.
![]() |
| Bitwa - Rękawka, 2008, fot. A. Chojnacki |
Literatura cytowana:
- Meyers, T. (2009) Slavoj Žižek [w:] Žižek. Przewodnik Krytyki Politycznej. Wyd. Kryt. Polit., Warszawa, s. 109.
- Lévi – Strauss, C. (2000) Antropologia strukturalna. Wydawnictwo KR, Warszawa, s. 28 -29.
- Kowalska, M. (2002) Michel Foucault – teoretyk rozdartej historii i krytyk władzy [w:] Filozofia XX wieku, Tom II. Wiedza Powszechna, Warszawa.
- Howarth, D. (2008) Dyskurs. Oficyna Naukowa, Warszawa.
- Niedzielski, G. (2011) Królowie z gwiazd. Mitologia plemion prapolskich. Wyd. ARMORYKA, Sandomierz.
- Żmudzki, P. (2009) Władca i wojownicy. Narracje o wodzach, drużynie i wojnach w najdawniejszej historiografii Polski i Rusi. Monografie FNP, Wrocław.
- Ibidem, s. 460.
- Ibidem, s 160.
- Ibidem, ss.401 – 402.
Subskrybuj:
Posty (Atom)







