wtorek, 25 sierpnia 2015

Umysłowość oralna

Jednym z najciekawszych zagadnień dotyczących antropologii historycznej, etnohistorii, czy psychologii ludów starożytnych, jest pytanie o różnice w mentalności między człowiekiem współczesnym a "archaicznym", "tradycyjnym". Badania strukturalne, badanie mitów, etnopsychoanaliza szukała raczej tego, co łączy. Dlatego Joseph Campbell mógł twierdzić, że współczesna kultura produkuje mity, całą mitologię w sposób porównywalny do ludów tradycyjnych, preindustrialnych. 

Etnolodzy starali się również zgłębić te aspekty ludzkiego umysłu, które mogą być różne dla różnych społeczeństw, cywilizacji, kultur i religii. Kluczowym czynnikiem różnicującym ma tu być oralność i piśmienność. Chodzi więc o to, że kultury nie posługujące się na co dzień pismem mogą inaczej funkcjonować w stosunku do kultur w pełni piśmiennych. Tak samo ma być z indywidualną świadomością - mentalnością: ma ona się różnić; ta oralna ma być bardziej konkretna, bardziej mitologiczna, związana z narracyjnymi formułami, które usprawniają pracę pamięci. Kultura pisma ma umożliwiać za to bardziej abstrakcyjne myślenie. Dlatego to wynalezienie i rozpowszechnienie pisma dało asumpt do rozwoju filozofii i nauki. Pismo umożliwia kontrolę, przechowywanie danych i odbarcza codzienną świadomość - umysł od konieczności pamiętania. Przede wszystkim jednak gwarantuje wierność przekazu. Jak pokazały bowiem badania terenowe, które zapoczątkowali Milman Parry i Albert Lord nad tradycyjną epiką oralną i samymi pieśniarzami, tekst utworu oralnego - choć bywa co do treści i formy czasem niezwykle stały - podlega jednak licznym przemianom, zarówno w indywidualnej pamięci pieśniarza, jak i w trakcie przekazu międzypokoleniowego. Świetnym tego przykładem jest europejska epika średniowieczna, która przez tysiąc lat potrafiła pamiętać Attylę, czy (H)Rolanda. Podobnie zapamiętała wybitnego króla gockiego - Teodoryka, zmieniając jego imię z czasem na Dytryka i przypisując mu wiele fantastycznych historii.

Opracowaniem różnicy oralność - piśmienność zajęło się kilku wybitnych badaczy, z których najsławniejszymi są bodaj Walter Ong i Jack Goody.

Homer, zdjęcie pobrane: Wiki

Literatura:

Goody, J. (2006) Logika pisma a organizacja społeczeństwa. Warszawa.
Halili, R. (2012) Naród i jego pieśń. WUW, Warszawa.
Lord, A. B. (2010) Pieśniarz i jego opowieść. WUW, Warszawa.
Obirek, St.(2010) Uskrzydlony umysł. Antropologia słowa Waltera Onga. WUW, Warszawa.
Ong, W.J. (2011) Oralność i piśmienność. WUW, Warszawa.

niedziela, 7 czerwca 2015

Słowiańscy lirnicy i bizantyjski cesarz

Jednym z bardziej oryginalnych przekazów na temat relacji słowiańsko - bizantyjskich jest przekaz Teofilakta Simokatty na temat spotkania cesarza Maurycjusza (zm. 602r) ze słowiańskimi lirnikami - guślarzami. Cesarz Maurycjusz toczył wojny zarówno z Persami, jak i z Awarami. Niestety jednak ze względu na jego zaangażowanie w sprawy wschodnie, bałkańskie prowincje cesarstwa cierpiały od awarsko - słowiańskich napadów. 

W historii zadomowił się pogląd, że Słowianie spotkani przez Bizantyjczyków (co opisuje Simokatta) nie byli zwykłymi posłami do chana Awarów, jak mówi przekaz, ale szpiegami w jego służbie. Wielu doszukiwało się również w przekazie Teofilakta informacji o kontaktach Słowian znad wybrzeży Morza Bałtyckiego z Kaganatem Awarskim. Czemu piszę o lirnikach - guślarzach? Jeśli w ogóle dać wiarę przekazowi Teofilakta, to pewnie mianem liry, kitary musiał kronikarz określić albo znane z wykopalisk słowiańskie gęśle, albo lirę szarpaną, taką jak np znaleziska z Sutton Hoo, czy z Trossingen. Tak, czy inaczej pewnie najlepiej określić ludzi posługujących się tymi instrumentami właśnie jako gęślarzy.

Marcin Wołoszyn w swojej publikacji Teofilakt Simokatta i Słowianie znad brzegu Oceanu Zachodniego - najstarsze świadectwo obecności Słowian nad Bałtykiem (Kraków, 2014) przytacza obszerny fragment z Simokatty; interesujący ustęp brzmi następująco:

Nazajutrz trzej mężczyźni, Słowianie z pochodzenia, zostali pojmani przez hypaspistów cesarza, a nie mieli ze sobą ani nic żelaznego, ani machin wojennych. Bagażem ich były kitary i nic poza tym nie nieśli. Cesarz zapytał zatem, jakie jest ich plemię i na jakie "przedstawienie zostali przeznaczeni, czyli o przyczynę ich pojawienia się na ziemiach rzymskich. Oni powiedzieli, że są z plemienia Słowianami, którzy zamieszkują przy krańcu zachodniego Oceanu, natomiast Chagan poprzez wysłanych tam do nich posłów, na zgromadzeniu zbrojnych obdarował przywódców plemiennych licznymi darami. Oni zaś, mimo przyjęcia darów, odmówili mu sojuszu, mocno podkreślając dużą odległość. Wysłali więc do Chagana z przeprosinami właśnie ich, niniejszych jeńców: droga trwała piętnaście miesięcy (...) Niosą kitary, gdyż nie jest przyjęte zakładać zbroje na ciała. Ziemia ich nie zna żelaza: stąd życie ich upływa pokojowe i spokojne. Grają na lirach, nie wiedząc, jak grzmią trąby wojenne (...)

Choć pod pewnymi względami przekaz ten może wydać się prawdziwym i komentującym faktycznie zdarzenia, to jednak opis Słowian, jako pokojowych wydaje się dość naiwny, szczególnie, że właśnie w czasach Maurycjusza, Cesarstwo odczuwało ciężar najazdów zbrojnych Awarów i Słowian właśnie. Marcin Wołoszyn wskazuje, że też w innych kwestiach trudno ufać temu przekazowi. Osadnictwo Słowiańskie nad Bałtykiem wg ustaleń dentrochronologicznych to sprawa o przynajmniej sto lat późniejsza. W ogóle cały fragment, szerszy niż tutaj przytoczony, najeżony jest fantastycznymi zdarzeniami o naturze symbolicznej. Wołoszyn proponuje więc spojrzeć na cały fragment, jako symboliczny, hiperboliczny obraz związany z losami samego cesarza. To kolejny przykład na to, że bezkrytyczna ufność w źródła pisane bywa zwodnicza. Same zaś kroniki i zapisy historiografów często wymagają odczytania uwzględniającego chwyty retoryczne i ideologiczne uwikłanie obecne w każdym tekście kultury.

Zastawa, wczesne Bizancjum, współczesna rekonstrukcja, fot. autora

wtorek, 5 maja 2015

Felix Romuliana


Cesarz rzymski Galeriusz (przełom III i IV wieku n.e.) pozostawił po sobie niezwykły pomnik architektoniczny; chodzi tu o pałac zbudowany dla jego matki, a nazwany na jej cześć Felix Romuliana. W pałacu tym, budowanym przez legionistów Galeriusza, sam cesarz nigdy nie mieszkał. Prawdopodobnie jednak ciało jego i jego matki zostało pochowane na wzniesieniu tuż nad wystawnym pałacem cesarskim. 

Ruiny pałacu razem z mini - ekspozycją muzealną mieszczą się w serbskim miasteczku Gamzigrad. Artefakty odnalezione w pałacu przez archeologów wystawiane są w pobliskim muzeum w miejscowości Zajecar.

Oto kilka przydatnych linków do zapoznania się z historią tego ciekawego miejsca:

Strona muzeum: Gamzigrad

Historia na stronie UNESCO: Felix Romuliana

Informacje na stronie serbskiej informacji turystycznej: Gamzigrad

I garść impresji fotograficznych (wszystkie zdjęcia autora):






Pochówki Galeriusza i jego matki (?)




Jedyne znane przedstawienie Galeriusza