poniedziałek, 27 grudnia 2010

Historia szaleństwa

Michel Foucault w Historii szaleństwa próbował dokonać rekonstrukcji historii dyskursu zaburzeń psychicznych. Przedstawił on losy choroby psychicznej, jako przeplatanie się dyskursu Rozumu i Nierozumu. Rozum to klasyczny Logos. Nierozum, to ta część ekspresji ludzkiego ducha, która wymykała się aktualnemu standardowi rozumowości. Można powiedzieć, na co wskazuje sam Foucault, że dopiero psychoanaliza uczyniła wysiłek by zbliżyć oba dyskursy. Próbowała zrozumieć fenomeny Nierozumu. To owa cała psychopatologia życia codziennego. Psychoanaliza bowiem, jak podkreślał Ricoeur, to głównie badanie oscylacji sensu. Dlatego jej główne dzieło i kluczowe hasło to Traumdeutung: objaśnianie marzeń sennych. Pod owe marzenia senne równie dobrze można podstawić inne wytwory indywidualnego człowieka (mitologia indywidualna), jak też teksty folkloru, mitologii, religii, kultury.

Bosch: Leczenie głupoty
Licencja public domain



W średniowieczu, zanim jeszcze Rozum na dobre rozgościł się w kulturze, fenomeny szaleństwa były bliskie jego fenomenom. Paradygmatem racjonalności dla chrześcijańskiego średniowiecza była bowiem wiara widziana oczami neoplatoników, a później tomistów. W obszarze tego, co racjonalnie pojmowalne było również opętanie przez złego ducha, diabła. Dlatego też szaleńcy mogli mieć status grzesznych (choć i ci odstąpili od rozumnych prawideł wiary), lub świętych (podobno słynny Szymon Słupnik mógł być człowiekiem chorym; przypisuje się mu bowiem katatoniczną formę psychozy). Dopiero późne średniowiecze i renesans przyniosły zjawiska statku głupców (Narrenschiff) i wieży głupców (Narrenturm). 

Narrenschiff
Licencja public domain


I wtedy zaczęły się praktyki wykluczania i usuwania szaleńców poza obręb „zdrowego” społeczeństwa. Można jednak ukuć takie prawidło: im dalej od przewrotu cywilizacyjnego, tym bliżej siebie zjawiska Nierozumu i Rozumu. Okazuje się bowiem, że wszędzie tam gdzie pozostawała tradycyjna wizja świata i człowieka, sięgająca wyobrażeń pogańskich, szaleństwo bliskie było świętości, albo opętania rozumianego, jako forma choroby. Tak jak ktoś mógł cierpieć z powodu gośćca, tak samo mógł być oczarowany. W kulturze ludowej zachowały się długo sposoby tłumaczenia problemów psychicznych poprzez fenomeny rzucania uroku, oczarowania, zasłuchania się, przestrachu, opętania przez złe duchy (1). Przez długie lata w Europie Zachodniej szaleńców i ludzi upośledzonych zamykano w miejscach odosobnienia. Na wschodzie zaś spełniali oni funkcję dziada wędrownego, głupka wioskowego – bożego głupca, lub jak zwali go Słowianie wschodni: jurodiwego (2). Co ważne, objawów szaleństwa nie traktowano jako wykroczeń przeciwko porządkowi, przeciwko Rozumowi. Była to chwilowa słabość, lub przypadłość zesłana przez siły wyższe, ale zawsze mieściła się w tym, co normalne. Powieść minionych lat opowiada pod datą 1019r, jak zmysły postradał książę Świętopełk, który uciekał z Rusi po przegranej z Jarosławem Mądrym:

Pod wieczór zaś zwyciężył Jarosław, a Świętopełk zbiegł. I gdy uciekał, napadł go bies, i osłabły jego kości, nie mógł siedzieć na koniu i niesiono go na noszach. Uciekający z nim przynieśli go do Brześcia. On zaś mówił: >Uciekajcie ze mną, gonią za nami< I ni było nikogo, co by za nimi gonił, i uciekali z nim. On zaś w niemocy leżał i, zerwawszy się mówił: >Oto gonią, o, gonią, uciekajcie!< Nie mógł wytrwać na jednym miejscu i przebiegł przez ziemię lacką, ścigany Bożym gniewem; i przebiegłszy w pustynię między Lachami i Czechami, zakończył marnie żywot swój w tym miejscu.” (3)

Wydaje się, że – być może z powodu schorzenia somatycznego – Świętopełka zaczęły nachodzić urojenia prześladowcze. Dla kronikarza, rzecz chyba niejasna, schorzenie powodowane było karą boską za złamanie prawa społecznego (sprowadzenie Bolesława Chrobrego przeciwko bratu i krajanom), lub przez opętanie siłami biesowskimi. Zapewne łatwo było kronikarzowi przyznać, że bies jest tu tylko narzędziem w rękach Boga, ale zapewne nie przypadkowo wymienia tu właśnie biesa – postać z demonologii pogańskich Słowian.

Bies wg Bilibina
Licencja public domain


Mniej więcej w tym samym czasie w południowej i zachodniej Europie rozwijała się medycyna, której korzenie tkwiły jeszcze w starożytności (w dużej części przekazywanej przez medyków arabskich). Od wieku XI we Włoszech dominowała tzw. szkoła medyczna z Salerno. Pod wpływem jej idei znalazło się wiele medyków i mniszek „oświeconego” XII wieku, m.in. słynna Hildegarda z Bingen (1098 – 1179). Główną wówczas znaną i konceptualizowaną chorobą nerwową była histeria, której przyczyn już w starożytności doszukiwano się w wędrującej po ciele macicy. Inne problemy tłumaczono strukturą i ekonomią płynów cielesnych, które wyznaczały stan choroby, ale też podstawowe typy temperamentu: choleryczny, melancholiczny, sangwiniczny i flegmatyczny (4).  Warto jednak pamiętać, że zarówno Hildegarda, jak też inni medycy tego czasu byli biegli w stosowaniu leczniczym różnych ziół. Być może dopomogła im w tym tradycja, przekazywana przez pokolenia wśród ludu. Wszak chrześcijaństwo Hildegardy nie było tym samym, które znane jest z kolejnych wieków, a na które ślad swój odcisnęła mocno Święta Inkwizycja. Mniszki Hildegardy w trakcie świąt przebierały się na biało i nosiły wianki z kwiatów! Jeszcze w XIII wieku w opactwach mogły powstać teksty takie, jak te które Carl Orff wybrał do swojego oratorium Carmina Burana. Te łacińskie, francuskie i bawarskie teksty opowiadają przecież o radości, miłości i seksie. Dopiero później cielesność i Nierozum zamknięto już całkowicie w celi grzechu i szaleństwa. Był to początek praktyk wykluczania, które zdominowały dyskurs seksualny i medyczny przez następne wieki. Tylko kultura ludowa częściowo zachowała otwartość dla zjawisk miłości, seksualności i psychicznego splątania.

Hildegarda z Bingen
Licencja public domain


Literatura cytowana:


  1. Syryczyńska, G. (1996) Etiologia zaburzeń i chorób psychicznych oraz zapobieganie im według wierzeń słowiańskich. [w:] Nowiny Psychologiczne 4, ss. 47 – 63.
  2. por. Libera, Z. (2003) Znachor w tradycjach ludowych i popularnych XIX – XX wieku. Tow. Przyjaciół Ossolineum.
  3. Powieść minionych lat (1999) Bibliotek Narodowa, s. 113.
  4. Mayer, J. G. (2010) Tajemnice sztuki medycznej średniowiecznych zakonnic. Wyd. WAM, Kraków.

niedziela, 12 grudnia 2010

Krak i Wiślanie

Kopiec Kraka fot. M. Augustyn.



Historia plemienia Wiślan jest jedną z najbardziej intrygujących i zagadkowych. Jest tak być może dlatego, że plemię to – potencjalnie przynajmniej – było dość dużym organizmem politycznym, a jako takie, miało duży wpływ na kształtowanie się przyszłego państwa Polskiego. Nie przypadkiem ukuto później dwie nazwy: Wielkopolska i Małopolska. Nie przypadkowo zapewne, jeszcze we wczesnym średniowieczu, ośrodek państwa Piastów przeniósł się do Krakowa. Również w kształtującym się języku literackim, dialekt małopolski, odegrał ważną rolę. Niektórzy wskazują, że Kraków mógł być pierwszym ośrodkiem chrześcijaństwa na ziemiach polskich. Wiązałoby się to z przynależnością (domniemaną) plemienia Wiślan do Marchii Wielkomorawskiej, a później uzależnieniem (faktycznym) od Czech. Stąd poszukiwania na Wawelu pozostałości przedromańskiej architektury sakralnej. Swoją drogą, to właśnie w pracach na temat państwa morawskiego, najczęściej rozpatruje się kwestie związane z domniemanym państwem Wiślan.

Hipotetyczne rozmieszczenie plemion wg Geografa Bawarskiego


Wiadomości na temat Wiślan pochodzą z kilku – dosłownie – dokumentów. Chodzi tu o przekazy tzw. Geografa Bawarskiego i Alfreda Wielkiego, oba z IX wieku. Tam pojawiają się nazwy, które można interpretować, jako nazwę Wiślanie. Jest też słynny fragment z żywota św. Metodego, który mówi o księciu na Wiśle (dotyczy również realiów IX wieku). Pozwolę sobie go i ja zacytować:

Był zaś w nim (tj. w Metodym – K. P.) także dar proroczy, tak że spełniało się wiele przepowiedni jego, z których jedną lub dwie opowiemy. Książę pogański, silny wielce, siedzący na Wiśle, urągał wiele chrześcijanom i krzywdy im wyrządzał. Posławszy zaś do niego (kazał mu) powiedzieć (Metody): Dobrze (będzie) dla ciebie, synu, ochrzcić się z własnej woli na swojej ziemi; abyś nie był przymusem ochrzczony w niewoli na ziemi cudzej; i będziesz mnie wspominał. Tak się też stało.” (1)

Josef Mathauser: Przybycie Cyryla i Metodego.
Licencja public domain


W dalszej partii tekstu, hagiograf, opisuje kolejne walki Morawian z poganami. Być może i tu idzie o jakieś plemiona lechickie? Jest to jednak fragment, który stał się podstawą dla tworzenia różnych hipotez na temat politycznej i wyznaniowej historii Wiślan. Jeżeli faktycznie Kraków znalazł się w zasięgu misji Cyryla i Metodego, to być może udziałem jego elit było zapoznanie się z pierwszymi dziełami religijno – filozoficznym, zapisanym w języku słowiańskim. Chodzi tu o przekłady pism chrześcijańskich, których dokonali bracia sołuńscy. Warto tu, swoją drogą, pamiętać, że Konstanty – Cyryl, któremu nadano przydomek Filozof, był jednym z oryginalniejszych postaci epoki. Jego wykształcenie filozoficzne, znajomość języków (znał pięć języków – grekę, łacinę, hebrajski, gocki i język słowian) i doświadczenie polityczne, stawia go w rzędzie najbardziej oświeconych osobistości wczesnego średniowiecza. Jego Progłas, wstęp do przekładu ewangelii, jest dziełem o dużym znaczeniu estetycznym i filozoficznym (2). Ów Progłas, kierowany był do wszystkich Słowian:

(…) uslyšite Slovĕni vsi,
(…)
Slyšite slovĕnьskь narodь vьsь.
Slyšite slovo ot Boga bo pride.
Slovo iže krьmitь duše celovečьskije.
Slovo ježe krepitь srdca i umy.
Slovo vьsa gotovaja Boga poznati. (cyt. za: 3)

Oczywiście pomysł o obecności myśli starocerkiewnej w Krakowie jest tylko daleko posuniętą dywagacją. Jednakże znowu kieruje uwagę na znaczenie Krakowa, dla kultury polskiego wczesnego średniowiecza.

Innym źródłem historycznym mówiącym o dziejach Krakowa jest Kronika Polska Wincentego Kadłubka (zm. 1223r). Jest to dzieło niezwykle kontrowersyjne, szczególnie jeśli chodzi o opis najdawniejszego okresu istnienia państwa polskiego. Ważne jest jednak, że odwołuje się ono do krakowskiej, być może wiślańskiej, tradycji dynastycznej. Tak jak kronika Galla Anonima związana jest z tradycją państwa Polan, tak początkowe partie tekstu Kadłubka odwołują się prawdopodobnie do tradycji wiślańskiej. Oczywiście trudno wskazać, jak opowieść mistrza Wincentego ma się do faktycznego biegu zdarzeń, obrazuje jednak – zapewne – dynastyczną opowieść kręgu krakowskiego. Opowieść tą kronikarz starał się powiązać z tradycją wielkopolską i historią powszechną, co spowodowało dodanie do kroniki fantastycznych opowieści o walkach Polaków z Aleksandrem Wielkim i Cezarem. Pierwsze partie tekstu Kadłubka wprowadzają do historii postać Kraka (Grakcha):

Odtąd niejednego zaczęła brać oskoma na cząstkę panowania. Dlatego to Grakch, powracając z Karyntii, jako że miał dar wypowiadania głębokich myśli, zwołuje na wiec całą gromadę, twarze wszystkich ku sobie zwraca, wszystkich życzliwość pozyskuje, u wszystkich posłuszeństwo sobie jedna. (…) Wszyscy przeto pozdrawiają go jako króla. [A on] stanowi prawa, ogłasza ustawy.” (4)

Wiec - rekonstrukcja, Rękawka 2009, fot. M. Augustyn


W dalszej partii tekstu, można dowiedzieć się, jak dzięki Krakowi, gwałt i niesprawiedliwość, zamieniły się w ład i porządek. Wypada się tu zgodzić z sugestią Jacka Banaszkiewicza, że Krak, jawi się tu, jako heros pierwszofunkcyjny, fundujący prawo, ład i sprawiedliwość. To on zwołuje wiec, to on nadaje prawa. Banaszkiewicz, angażując swoją strukturalną i komparatystyczną aparaturę, widzi w imieniu Krak odniesienie do pojęcia krywuli (5). Owa krywula to nic innego niż zakrzywiona laska, która zarówno przez Słowian, jak też Bałtów, uznawana była za symbol sądowniczo – sakralny. Do XIX wieku, na wsi polskiej, była atrybutem sołtysa. Banaszkiewicz widzi więc zarówno w imieniu Krak, jak też w imionach innych fundatorów społeczno – cywilizacyjnych plemion słowiańskich: Kroka (Czesi) i Kija (Polanie kijowscy), symboliczne nazwanie funkcji pierwszej (wg Georgesa Dumézila). Porównanie tej hipotezy z tekstem kroniki łatwo nasuwa na myśl, że Krak, to ten, co przy pomocy kija – krywuli zwołuje wiec i jako znawca prawa (jak w tradycji islandzkiej), dokonuje sądów. Hipoteza ta w prosty sposób tłumaczyłaby symboliczny wymiar zapisu kroniki. Nie da się tego niestety powiedzieć na temat dalszych wywodów Banaszkiewicza, które dotyczą postaci Wandy. Hipotezy związane z tą postacią są już bardziej zawiłą (dyskusyjną) konstrukcją.

Dalsza partia kroniki Kadłubka powiada:

Był bowiem w załomach pewnej skały okrutnie srogi potwór, którego niektórzy zwać zwykli całożercą. Żarłoczności jego każdego tygodnia według wyliczenia dnia należała się określona liczba bydła. Jeśliby go mieszkańcy nie dostarczyli, niby jakiś ofiar, to byliby przez potwora pokarani utratą tyluż głów ludzkich.” (6)

Potwór – smok zagraża zatem ładowi wprowadzonemu przez Kraka. Dlatego, jak podaje tekst dalej, dwaj synowie Kraka zabijają potwora poprzez podłożenie mu do jedzenia zapalonej siarki przykrytej bydlęcymi skórami. Fragment ten jest ciekawy z wielu powodów. W synach Kraka doszukać się można – jak sugeruje Banaszkiewicz - dioskurycznych bliźniąt. Można jednak popatrzyć na przedstawioną opowieść, jako na wyraz walki sił ziemno – wodnych z solarnymi. Pierwsze z nich symbolizowałby smok; drugie – ogień (zapalona siarka) i junacy, którzy stają do walki ze smokiem (jak w tekstach folkloru południowosłowiańskiego, gdzie ze smokami walczą zduchacze). Ciekawym wątkiem jest również motyw składania „ofiar” smokowi z bydła. Pamiętamy, że bydlęcym bogiem u Słowian był Weles / Wołos / Trygław, bóg sfery akwatyczno – chtonicznej. Ów potwór Kadłubka mieszka w pieczarze (czyli w norze). Być może zatem zapis historiografa, nie tylko nieświadomie realizuje prawidła strukturalne charakterystyczne dla ludów indoeuropejskich, ale odnosi się do faktycznego obrzędu pogańskiego. Istotą tego obrzędu byłoby składanie Wołosowi (Smokowi) w ofierze bydła, lub – jeśli trzeba byłoby go bardziej udobruchać – ludzi (!). Stąd lęk społeczności Kraka przed pożeraniem właśnie ludzi. Ostatecznie dopiero po śmierci potwora i dramacie bratobójstwa, na smoczej skale powstaje Kraków. Ścierwo potwora, pełniłoby więc tu formę ostatecznej ofiary zakładzinowej. Być może również śmierć jednego z braci – synów Kraka, ma wymiar ofiary dla sił podziemnych. Warto pamiętać, że często jako owej ofiary zakładzinowej używano u Słowian właśnie rogacizny. Sumując: władztwo i ustanowienie porządku społecznego możliwe było dzięki nadaniu prawa przez herosa pierszofunkcyjnego – Kraka, oraz poprzez odtworzenie kosmogonicznej walki sił perunowych z welesowymi, co możliwe było dzięki herosom – junakom (funkcja druga? motyw dioskuryczny sugeruje jednak związek również z funkcją trzecią), którzy pokonali potwora.

Josef Mathauser: Krok
Licencja public domain


Niezależnie od tego, czy Krak, jako założyciel grodu – Krakowa, istniał naprawdę i nadał imię miastu, czy też nie, bez wątpienia opowieść o nim przekazuje ważne wyobrażenie symboliczne. Chodzi tu o opowieść dynastyczną z kręgu małopolskiego, wiślańskiego. Oczywiście – jak sugerują prawa analizy strukturalnej – podobne opowieści powinny znaleźć się też w innych ośrodkach kształtowania się władzy politycznej. I tak Krakowi odpowiada Krok i Kij, ale też w pewnym sensie Piast, który pilnuje prawa (gościnności i rytuału – postrzyżyn) przyjmując niespodziewanych gości (łączy więc funkcje pierwszorzędowe z trzeciorzędowymi). W Krakowie należało pokonać smoka, za cenę życia jednego z synów Kraka. W Gnieźnie ginie Popiel, pochłonięty przez myszy. W pewnym sensie historia analogiczna.


Literatura cytowana:

  1. Żywot Metodego [w:] Żywoty Konstantyna i Metodego (2000) przeł. Lehr – Spławiński, Wydawnictwo ALFA, Warszawa, s.115.
  2. Jakobson, R., Pomorska, K. (1989) Semiotyka [w:] R. Jakobson, Poszukiwaniu istoty języka. T. 2. PIW, Warszawa, s. 351.
  3. Sławski, F. (1991) Święci Cyryl i Metody – życie i dzieło. [w:] Cyryl i Metody. Apostołowie i nauczyciele Słowian. Wyd. KUL, Lublin, s. 21.
  4. Wincenty Kadłubek (2010) Kronika Polska. Biblioteka Narodowa, Warszawa,  ss. 11 – 12.
  5. Banaszkiewicz, J. (2002) Polskie dzieje bajeczne Mistrza Wincentego Kadłubka. Wydawnictwo Uniwersytetu Wrocławskiego, Wrocław, rozdz. I.
  6. Wincenty Kadłubek op. cit. s. 13.